Nieco ponad rok temu z końcem stycznia, rozpoczynając przygotowania do startu w 1/2 Im w Suszu , a wraz z nimi do akcji dla dzieciaków z Dorotkowa, priorytety były jasne i stały się nadrzędnym celem moich działań w temacie sportu. Sensowne poukładanie zadań treningowych oraz wyczyszczenie przedpola z paru przysłowiowych "trupów w szafie" bardzo pomogło w realizacji wykombinowanych założeń. Pomału, pojawiły się również pierwsze symptomy nadchodzących zmian. Zmian, które jak się okazało, miały wywrócić rzeczywistość do góry nogami...

Triathlon to nie tylko ciekawy sport, ale również potężna dawka urozmaicenia obok której nie sposób przejść obojętnie, nawet nie uprawiając osobiście tej dyscypliny sportu. Długości pokonywanych odcinków i swoiste nakładanie się jeden po drugim wywołuje znajomy dreszcz emocji, kiedy to postawione sobie wyzwanie, wykracza często poza granice w miarę zdrowego rozsądku. Z racji swoistego układu i długości poszczególnych zadań, lwią część całości stanowi Szosa. Aktywność, która bynajmniej mnie wciągnęła niczym przysłowiowe bagno. Na rowerze urzeka nie tylko zasięg, dystans czy czas. Szosa daje niesamowite poczucie swobody, wolności i w pewnym sensie nieskończoności, sięgającej gdzieś daleko poza horyzont własnych marzeń...

Sport, a w zasadzie jedna z jego ogromnie pozytywnych stron zdecydowanie bardziej pasująca mi, niż kolejne życiówki i połykane kilometry to ludzie. Osoby o ogromnej energii, czystych sercach i jasno określonych zasadach. Wartościach zupełnie niezależnych od kierunku ,z którego aktualnie wieje wiatr, podążających zawsze po filmowej jasnej stronie mocy. Dzięki pasji można poznać wielu takich ludzi. Każdy jest na swój sposób inny. Różne cele, odmienne priorytety i własne plany, a mimo to gdzieś tam łączy nas wspólny zbiór kołaczących się w umyśle danych. Myśli i działań, od których w pewnym sensie jesteśmy uzależnieni. Od energii, jaka napędza własną "linię życia"...

Ostatnie kilka miesięcy to przygotowania do przeskoczenia na "drugą stronę lustra", do rzeczywistości zupełnie innej i całkowicie wykluczanej w świadomości jeszcze kilka lat temu. Świat wymagający skupienia i rzetelności, ale oferujący w zamian kilka innych cennych dodatków. Czynników, które powodują że zupełnie inaczej postrzegasz to, co w życiu najważniejsze. Marzenie, któremu nadasz datę realizacji, staje się wymiernym aspektem życia. Wartością, dla której warto uporządkować rozrzucone w nieładzie puzzle własnego świata. Sport, jako aktywność na całe życie i sposób dbania o własne zdrowie, ma dla mnie największą wartość. To właśnie ono jest priorytetem najwyższej kategorii. To jasne, że dobry wynik jest fajny, własny rekord też ma sporo dobrych emocji, ale czy o to właśnie chodzi w tej całej grze zabawy w amatorski sport ? Czy może jest zupełnie inaczej, niż wstępnie mogło by się wydawać ... ?

Moja własna meta "wyścigu o marchewkę" ma w sumie drugie dno, i na nim skupiam uwagę praktycznie całkowicie. Sport wraca na swoje należyte i właściwe miejsce. Ma pomagać, wyciszać i sprawiać przyjemność, ale ma również czasem zmęczyć podzespoły, gdy będą wymagały tego okoliczności. Kilka kolejnych celów zbliża się, parę następnych planów jest na horyzoncie, a pewnych rzeczy z marszu zdrowo raczej robić się nie powinno. Życie, jak to trafnie określił mój kolega Alex Barszczewski - jest nagrodą i szkoda byłoby marnować je na "wyścig donikąd". To pułapka. Na szczęście jeśli tylko się chce, można jej uniknąć...

Dobra energia dla Was - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem