Choć sezon startów zamknąłem oficjalnie z początkiem września, dla podtrzymania równowagi zaplanowałem udział w dwóch imprezach w najbliższym rejonie działań, Elblągu oraz Tczewie. Płynne wejście w okres roztrenowania, trochę więcej luzu w reżimie treningowym, a jednocześnie czas, w którym chcę określić następny sportowy cel. Tym razem jeden start, wyjazd któremu będzie podporządkowane wszelkie działanie na poziomie mniejszej czy większej aktywności sportowej. Nad kryptonimem jeszcze się zastanawiam...

Elbląska Bażantarnia to świetna miejscówka. Jej unikatowe walory pozawalają na świetny aktywny relaks, oraz nadają kapitalnego wyrazu organizowanym tutaj imprezom sportowym. Miejsce, które stanie się drugą jesienną bazą treningową, przyciąga zawsze jak magnes. Podobnie było i tym razem z wrześniowym półmaratonem, który leżał mi nie tylko w kwestii dystansu, ale również terenu i związanej z dojazdem logistyki. Zawody w tym miejscu, to czas gdzie zawsze spotykam ciekawych ludzi i grupę przyjaciół z teamu El-Aktywnych, poza tym Bażant dorobił się już bardzo dobrej renomy. Nie tylko organizacyjnej, te zawody mają po prostu to nieuchwytne coś.

Ogólnie zawody trochę przespałem i pamiętałem o nich tak dobrze, że zapomniałem się również na nie zapisać. Ten moment kiedy to dwa dni przed startem ogarniasz listę, szukasz siebie a tu niespodzianka. Z pomocą przyszło szybkie wsparcie i już za chwilę pojawiłem się na liście. Sam start zaplanowałem jako dobry długi i ze względu na poniewierający uda teren, crossowy trening. Praktycznie cały ten sezon nie biegałem na treningach więcej niż 12 - 15 kilometrów, większość czasu zdominowała szosa i testowanie odporności siedzenia na umykający pod kołami asfalt.

Udział w imprezie, gdzie do nawinięcia były trzy pętle na nowej trasie poprowadzonej leśnymi duktami bażantarni, zdecydowałem się pobiec w pewnym sensie zachowawczo. Zachowując zasady podstawowej taktyki, dwa główne podejścia szedłem zachowując dziwnie zgarbioną pozycję niską. Oszczędzając w ten sposób energetyczne zapasy zgromadzone w okolicach podwozia, nie pozwalając również wejść pompie na zbyt wysokie obroty, udało mi się wszystkie okrążenia pobiec podobnie. Sporadyczne odcinki płaskie, świetnie wkomponowane w całość zakręty oraz większość zbiegów mijałem zbliżając się do magicznej średniej 5:00. W Bażantarni nie jest to sprawą do końca prostą tak prostą jak mogło by się z pozoru wydawać. Zmiana trasy to moim zdaniem bardzo dobre posunięcie organizatorów, podobnie jak uniknięcie jej przebiegu przez średnio pasującą do tego pięknego parku "betonową ścieżkę", która budzi sporo zrozumiałych w tym przypadku kontrowersji estetycznych. Wyniki zawodów znajdziecie - Tutaj.

Poza udziałem w elbląskiej połówce, szykuje się jeszcze jeden ewent. V Bieg Nadwiślański Szlakiem Doliny Dolnej Wisły będzie startem z marszu, rozbudzeniem organizmu i procedur wejścia w treningową zabawę. Ciekawa trasa tych zawodów, będzie również dobrym treningiem dla psychiki, zdecydowanie za mocno rozleniwionej miesiącem luzu. Okres roztrenowania ułożył się w sumie bardzo płynnie, a podyktowany sporą dawką działań zawodowych, również bardzo się przydał. Czas na głęboką regenerację organizmu to także odpoczynek dla głowy, której niejednokrotnie trzeba było wyperswadować leniwe myśli. Kilka spokojnych wybiegań, parę wycieczek w nieznane na grubych kołach oraz kilka szosowych rozjazdów na luźnej nodze, pozwoliło mi podtrzymać w miarę stabilne parametry, no może poza wagą. Choć nie wykluczam, że znów się zepsuła...

Jesień to specyficzna pora roku. Wchodząc jakby przy okazji, w okres lekkiego zluzowania podzespołów, zachęca do przemyśleń i planów na temat własnych działań. Daje też pełen obraz mijającego roku treningowej pracy, realizacji zaplanowanych startów i zmianach w treningu. Wspomnienia potknięć, emocji, współpracy i pasji, realizowanej w gronie ciekawych ludzi, jednocześnie świetnych przyjaciół dających masę inspiracji. Czasem warto przystanąć gdzieś pośród spadających liści, spojrzeć w czerwony blask zachodzącego słońca i poczuć smak spełnionych marzeń. Poczuć smak, jaki ma własne życie...

Serdeczności - Marek Mróz.

PRZYJACIELE

Nasz serwis używa cookies w celach statystycznych

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na zapisanie ich w pamięci urządzenia. Czytaj więcej…

Zrozumiałem