Na triathlon do Mrągowa walizki pakowałem już w poprzednim sezonie. Miejsce owiane mgłą legendy pikników country, smooth jazzu i lekką bryzą jeziora Czos, musiało jednak poczekać cały rok. Wypadkowa kilku czynników, czasu, logistyki i resztek zdrowego rozsądku dopięła całości, kierunkując system właśnie tutaj, a nie do zakładanego wcześniej Przechlewa. Bo czy nie lepiej przygotować się średnio na ćwiartkę, niż zostać "zblendowanym" przez połówkę ?...

Mrągowo to bardzo malownicza miejscowość. Już na pierwszy rzut oka widać, iż główna arteria życia tego miasteczka to okolice jeziora Czos. Miejsce, które świetnie wykorzystano. Deptak i zagospodarowana wokół niego okolica zachęcają do różnorodnych form aktywności. Od wszelkich włącznie z wodnymi odmian sportu, poprzez mocno rozwiniętą infrastrukturę kąpielisk, marin i plaży, na lokalnych barach i pubach skończywszy. Można także oczywiście nic nie robić. Wybrać opcję "naleśnik na pomoście" lub też, w odpowiednim czasie zakosztować uczty dla duszy, w mrągowskim amfiteatrze...

Jeżeli Twoje marzenia Cię nie przerażają,

to znaczy, że są za małe...

Richard Branson

Pływania teoretycznie obawiałem się najbardziej. Po "masakrze" w Gniewinie system średnio pozbierał się do kupy. Na szczęście pogoda zapowiadała i utrzymała pewien poziom flauty. Całość wody w nieco irytującym akompaniamencie dźwięku z lewego ucha przypominającego skrzypienie drewnianego wiosła, udało się pokonać w zakładanym wcześniej czasie. Swoją drogą wyprzedzanie w pływaniu jest całkiem przyjemne...

Rowerowa trasa Mrągowskich zawodów to pofałdowana pętla, w przypadku ćwiartki pokonywania dwukrotnie. Szybka, malownicza i dobrze zabezpieczona trasa, zdecydowanie podnosi wartość zawodów. I choć punkt z wodą w przypadku etapu kolarskiego na pewno lepiej nie ustawiać na zjeździe, a etapu po chodniku można było uniknąć całość tej najokrąglejszej części zawodów to jedna z lepszych w jakich brałem udział. Nie zauważyłem też przypadków tak "modnego" ostatnio wśród amatorów draftu.

Bieganie. Chwila prawdy, która w triathlonie ma dwa oblicza. Z jednej strony pchasz już podzespoły tylko do mety, a z drugiej cały czas pozostaje niepewność, czy nie ugotowałeś za bardzo nóg na szosie. Położoną na mrągowskiej promenadzie trasę gęsto obstawioną przez kibiców, świetnie uzupełniał też odcinek poprowadzony leśnym duktem. Ostatnie trzy kilometry biegu podkręcił mój nieco wyższy "klon", zajmujący się tego dnia spikerką. W sumie to chyba  zamienimy się kiedyś rolami, myślę że nikt się zbyt szybko nie zorientuje. Nie bez znaczenia, jeśli nie najważniejsze, jest bezpośrednie wsparcie taktyczne. Zastrzyk dodatkowej energii w momentach sporego wyczerpania zasobów własnych, jest bezcenny za co serdecznie dziękuję.

Mrągowo kończy i zarówno zaczyna pewien sportowy interwał czasu. To drugi sezon kiedy sport świadomie przegrał z postawionymi wcześniej priorytetami. Ten start w połączeniu z Gniewinem utwierdza mnie w przekonaniu, iż sklasyfikowanie tri w podręcznym kalendarzu zdarzeń to dobry pomysł. Etap w Mrągowie ma jednak jeszcze drugie, nieco głębsze od jeziora Czos dno. Za rok wrócimy tu nieco większą wesołą gromadką, by wraz z przyjaciółmi ramię w ramię pokonać dystans, czas i własne ograniczenia...

Z Pozdrowieniem - Marek Mróz.

PRZYJACIELE